Znani i nieznani

Zofia Jadwiga Turska z rodu Myszkowskich

0 / 5
Dodaj do ulubionych

Zofia Jadwiga Turska z rodu Myszkowskich urodziła się 7 sierpnia 1894 roku w Stubnie, lecz o jej latach dziecięcych i panieńskich oraz edukacji prawie nic nie wiadomo. Akta parafialne donoszą, że 25 grudnia 1912 roku wstąpiła w związek małżeński z Karolem Turskim w parafii Tartaków, w powiecie Sokalskim, skąd pochodził pan młody. Małżeństwo doczekało się dwóch córek. W 1924 roku, na prośbę bardzo już schorowanego ojca, Pani Zofia Turska z mężem przeprowadziła się do Tymbarku. Tu wspólnie zajęli się prowadzeniem dworu, który prawnie przeszedł na własność Zofii po śmierci ojca Józefa Myszkowskiego. Oczkiem w głowie Myszkowskich była gospodarka leśna, którą w swoim majątku postawili na bardzo wysokim poziomie. Bezpośrednio pracą tartaku kierował Stanisław Filipiak, mieszkający w Starym Dworze.  Drugim specjalnym działem produkcyjnym dworu była hodowla bydła czerwonej rasy polskiej, którym handlowano w wielu krajach, a szczególnie w Anglii. Jej życie nie było jednak, jak mniemali niektórzy, usłane różami. Wręcz odwrotnie. Co jakiś czas grom spadał z jasnego nieba, by ją zmiażdżyć, odwrócić uwagę od spraw społecznych, jednak ona nadal pracowała niestrudzenie. Jednym z cięższych ciosów życiowych, jakich doświadczyła, była nagła śmierć męża w 1929 roku, a więc zaledwie w 5 lat po objęciu Tymbarku. Drugi bolesny cios uderza w Panią Zofię w 1936 roku, a mianowicie jest to tragiczna śmierć starszej córki, Janiny (po mężu Bzowskiej).Córka Pani Zofii, będąca w końcowym okresie ciąży, przygotowywała wyposażenie dla wyjeżdżającego męża. Wśród bielizny, jaką znosiła z piętra na parter był także pistolet (jak się później okazało –  nabity).  Idąc, w pewnym momencie potknęła się, co spowodowało wystrzał pistoletu, zaś kula trafiła ją w brzuch. Przybyły lekarz, nie widział już dla niej ratunku, zajął się natomiast dzieckiem, które przyszło na świat przez zastosowanie cesarskiego cięcia i przeżyło. W trzy lata później wybuch II wojny światowej znów boleśnie uderzył w dwór i jego właścicielkę. Jej młodszy brat, Jerzy, właściciel majątku w Łuczycach, który jako oficer WP brał czynny udział w kampanii wrześniowej, zaginął bez wieści. Dopiero w kilka miesięcy później wyjaśniło się, że dostał się do niewoli radzieckiej i został rozstrzelany w Katyniu. Informację tę przekazała niemiecka gazeta ,,Volkischerbeobachter”.

W 1945 roku na podstawie Manifestu Lipcowego majątki dworskie miały zostać rozparcelowane, w tym również dwór tymbarski, jak się później okazało bezpodstawnie. W tym dniu we dworze nie było Pani Turskiej, więc choćby ze względu na nieobecność właścicielki można było zaczekać do następnego dnia. Nie zrobiono tego, za to pod adresem mieszkańców rzucano niewybredne, a nawet obraźliwe epitety. Na szczęście mieszkającą tam wnuczkę Pani Turskiej, Barbarę Bzowską, w tym feralnym dniu zaprosiła do siebie jej koleżanka, Teresa Steczowicz, u której pozostała na noc. Dzięki temu uniknęła traumatycznych przeżyć związanych z likwidacją dworu. Inne osoby zostały gościnnie przyjęte do domu miejscowego aptekarza, pana Ludwika Pieguszewskiego. Ta pierwsza noc po wygnaniu dla czterech osób okazała się tragiczną. Ponieważ było bardzo zimno, rozpalono ogień w piecu kaflowym, by ogrzać pomieszczenie przeznaczone na nocleg dla gości – wygnańców. Kiedy rankiem, zaniepokojony panującą w pokoju – w którym nocowały cztery panie – ciszą, pan Pieguszewski otworzył drzwi, z przerażeniem stwierdził fakt zatrucia czadem.

W wolnej już Polsce Zofia Turska została aresztowana, a pozostali mieszkańcy dworu wyrzuceni z niego po prostu na bruk. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy pomogli jej wydostać się z celi i odzyskać wolność. Od momentu opuszczenia celi, z której uwolnili ją ,,ludzie podziemia AK”, musiała ukrywać się przez szereg lat. Najpierw w mieszkaniu leśniczego dworskiego, Józefa Lisowskiego w Słopnicach pod Mogielicą, następnie w Mszanie Dolnej u Pani Rogozińskiej i u innych jeszcze osób, aż wreszcie wyjechała do Wrocławia, gdzie zamieszkała na stałe wraz z córką Danutą- by tam, daleko od swojego ukochanego Tymbarku, umrzeć w 1975 roku.

Pani Zofia Turska zawsze o dworze wspominała ze łzami w oczach i westchnieniami pragnienia zobaczenia go w pełnym świetle słonecznych promieni. Tak bardzo pragnęła wrócić, by tu zakończyć swe życie i spocząć obok męża na tymbarskim cmentarzu. Długo musiała czekać na spełnienie swego marzenia, jednakże wróciła, chociaż dopiero w kwietniu 2005 roku, dzięki swej wnuczce, Pani Barbarze i jej mężowi , którzy jej prochy sprowadzili do Tymbarku i złożyli w rodzinnym grobowcu Turskich, na parafialnym cmentarzu. Wróciła po prawie 60 latach od momentu, kiedy zmuszono ją do opuszczenia Tymbarku oraz po 30 latach po śmierci.

 

Interaktyna Mapa Atrakcji TurystycznychPopularyzacja atrakcji turystycznych Województwa Małopolskiego.